W bazie lotniczej Engels nikt nie zadawał pytań. Maszyny piły paliwo, a obsługa ładowała stalowe cygara pod skrzydła bombowców. Dowódca zamaszyście podpisał protokół. Dla raportu w Moskwie liczyła się sztuka. Cel: infrastruktura krytyczna. Efekt: maksymalny paraliż.
Gdy rakieta odłączyła się od nosiciela, przez chwilę wszystko działo się zgodnie z planem. Silnik marszowy podjął pracę, a skrzydła rozłożyły się z suchym trzaskiem. Pocisk runął w dół, by po chwili wyrównać lot tuż nad czubkami drzew. Parł na zachód. Wtedy do głosu doszedł bałagan. Terror czy baЕ‚agan? Rosyjskie rakiety na Krzemi...
Godzinę później na miejsce przybyli ratownicy i lokalni śledczy. Jeden z nich kucnął przy głębokim leju, wyciągając z błota osmalony kawałek zielonej blachy z urwaną wiązką przewodów. W bazie lotniczej Engels nikt nie zadawał pytań
Na wysokości kilkuset metrów, gdzieś nad granicą obwodów, stary kondensator nie wytrzymał napięcia. Wypuszczony w pośpiechu z fabryki, bez odpowiednich testów, po prostu spuchł i pękł. Układ naprowadzania optycznego, który miał porównywać rzeźbę terenu z mapą wgraną w pamięć, nagle oślepł. Dla raportu w Moskwie liczyła się sztuka
Jego starszy kolega, zabezpieczający teren, spojrzał na płaczącą na podwórku kobietę i odpowiedział cicho:
Rakieta uderzyła w kurnik i skraj warzywnika, grzebiąc w ziemi wart miliony dolarów sprzęt i niszcząc dorobek życia skromnej rodziny. Eksplozja zerwała dach z domu Oksany i wybiła szyby w całej okolicy.
Rakieta nie spadła. Jej prymitywny system rezerwowy – zwykły autopilot żyroskopowy – trzymał wysokość i kierunek, ale zgubił precyzję. Zamiast w precyzyjnie wyliczony punkt elektrowni, pocisk zaczął dryfować. Kilka stopni w prawo, lekko w dół.